środa, 4 stycznia 2012

Mulinki, troszkę wspomnień i blog pełen inspiracji.

Kilka dni temu dostałam od mamy mojego męża paczuszkę z drobiazgami do haftowania a wszystko to po pewnej starszej Pani. Mama nie wiedział co z tym zrobić i stwierdziła, że u mnie się na pewno nie zmarnuje. I ma rację :) Ale do rzeczy! Dostałam więc ową paczuszkę i w tym rozgardiaszu świątecznym zupełnie o niej zapomniałam. Wczoraj natchniona przez Joasie z Green Canoe, która to w swoim przedostatnim poście napisała o oczyszczaniu domku z niepotrzebnych rzeczy, postanowiłam również, że wezmę się za porządkowanie. Wzięłam w obroty zalegające  papiery, dokumenty, zajrzałam  do mojej Wielkiej Torby  z przyborami do dekorowania w której to, jak to stwierdził mój mąż - tylko diabła brakuje! I tam znalazłam wcześniej wspomnianą paczuszkę.
Otwieram i oczom nie wierzę! Przede mną ukazały się piękne muliny we wszystkich odcieniach tęczy, kordonki  z 1968r. (to chyba data produkcji), mulinki z Z.P.B H.Sawickiej, kilka sztuk muliny DMC, stareńki i widać własnej produkcji tamborek hafciarski. Cudeńka, po prostu cudeńka!
















Przewijając jeden z kordonków co to się wcześniej rozwinął, natknęłam się na strzępek niemieckiej gazety.


Oj, mówię Wam ciarki mi po plecach przeszły, coś niesamowitego, kawałek historii trzymałam w ręku ...


Wczorajszy wieczór był dla mnie magiczny i wyjątkowy. Przyczynił się do tego jeszcze blog  zapach wspomnień . Blog ten prowadzi Magdalenia. Natknęłam się na niego przypadkiem i strasznie żałuję, że dopiero teraz - muszę jak najszybciej nadrobić zaległości. Miejsce to jest pełne inspiracji z których czerpać będę garściami, zdjęcia cudne. W każdym kątku domu Magdaleni widać dbałość o szczegóły o odpowiednie dekoracje. Pomysły ma nie z tej ziemi! Oczywiście wciągnął mnie niesamowicie a porządkowanie diabli wzięli! Siedziałam do późna i nadrabiałam zaległości. No i się zaczęło! Wyobraźcie sobie, że Magdalenia ma w  kuchni przepiękny kredens. Kredens bardzo podobny, który miała moja ś.p. Babcia Marianna. Przypomniałam sobie jak to ukradkiem wykradałam z niego słodycze, które to Babcia chowała przed wnukami co by ich za jednym podejściem nie zjedli ;) Pamiętam kolor i wzorek ceratki na półeczkach, szufladki z drobiazgami, dzbanuszek, który stał na górnej półce po prawej stronie z babciną biżuterią w środku - Babcia pozwalała mi ją przymierzać :) Ten kredensik był dla mnie zawsze pełen babcinych skarbów.
Pamiętam też pokój gościnny u Babci Marianny. Zawsze czyściutki, wysprzątany, z koronkowymi serwetkami,  z równiutko ułożoną pościelą w szafie i jej zapachem - zapachem piwonii. Pamiętam też ogromne łóżko z posadzoną na środku lalką. Pamiętam stół a na nim paterę z pączkami, które Babcia sama piekła i ten smak...niepowtarzalny, jedyny. Była to osoba o wielkim sercu...ukochana.

I tak ten wczorajszy wieczór mi upłynął, na wspomnieniach...


 PS. Kawałek tamborka jest na zdjęciu, jutro dodam zdjęcie tamborka w całej okazałości.
        Uciekam bo mi mąż zaraz internet odetnie ;))